Wszystkie wpisy, których autorem jest admin

Rafał Bil Agencja Fotograficzno - Szkoleniowa www.rafalbil.eu

Anioły nad Lublinem na 600-lecie fresków w Kaplicy Trójcy Świętej

Dziś słów kilka na temat instalacji, które zawisły już jakiś czas temu w Lublinie. Cofnijmy się najpierw o jakieś 600 lat – wówczas ukończono przepiękne freski w Kaplicy Trójcy Świętej na Zamku Lubelskim w Lublinie i od tego trzeba byłoby zacząć. Miejsce warte zobaczenia, polecenia oraz ponownego odwiedzenia i to bezdyskusyjnie. W związku z obchodzoną rocznicą w przestrzeni Lublina pojawiły się dwa archanioły mające nawiązać swoim wizerunkiem do tych z Kaplicy. Figury aniołów można oglądać nad deptakiem i na Starym Mieście jeszcze przez jakiś czas, ale w naszej subiektywnej ocenie, jak nie zobaczycie, to dużo nie stracicie. O ile przykład unikatowego na skalę europejską połączenia ducha wschodu i zachodu zawartego na freskach w kaplicy budzi nasz podziw, tak wiszące anioły w Lublinie nas nie porwały. Być może jeszcze nie nasz czas na podróże do nieba. Z resztą sami zobaczcie i oceńcie te aniołki, a pewnie wiele osób wolałoby widzieć w Lublinie te od Victoria Secret.


 

 #rafalbil #fotografia  #lublin  #kaplica #zameklubelski #lubelskie

linia

Wszelkie prawa zastrzeżone ©

Bądź na bieżąco, polub już dziś nasz profil na FACEBOOK’u
Znajdź nas na INSTAGRAMIE

 

Europejski Festiwal Smaku 2018

Europejski Festiwal Smaku 2018

logo_festiwal-smakow

Właśnie zakończyła się kolejna edycja Europejskiego Festiwalu Smaku  w Lublinie. Czas zatem na ocenę bogactwa smaków, kolorów i zapachów, która zawsze sprawia, że podczas tej imprezy, nie może nas brakować. Dziś subiektywnie przybliżymy Wam, co nasze  obiektywne szkła aparatów widziały podczas tej imprezy. Już po raz trzeci producenci z regionu lubelskiego mogli pochwalić się swoimi wyrobami i zwrócić na nie uwagę uczestnikom Europejskiego Festiwalu Smaku w Lublinie rywalizując o tytuł Najlepszego Smaku Lubelszczyzny 2018. Sami zobaczcie jak było i oceńcie Starą Kurwicę, ale i nie tylko….

Jak zapewniali organizatorzy w 2018 roku festiwalowy Lublin miał smak niepodległości. W tym roku festiwal łączył smaki miasta i regionu z koncertami, wystawami, literaturą i teatrem. Całość imprezy poświęcono barwnej epoce określanej jako lata „Dwudzieste Międzywojenne”. Godnymi polecenia punktami imprezy były w tym roku m.in. koncert zespołu Lao Che oraz projekt: Mickiewicz – Stasiuk – Haydamaky. Ciekawym elementem tegorocznej imprezy byli również ludzie, ubrani w stroje z epoki lat dwudziestych. Jednym słowem nie możemy się doczekać kolejnej 11 edycji tego Festiwalu.

 #rafalbil #fotografia  #lublin  #europejskifestiwalsmaku #lubelskie
#muzyka #teatr #sztuka #pokazykulinarne #laboratoriasmaku #spotkania #debaty #kolacje

linia

Wszelkie prawa zastrzeżone ©

Bądź na bieżąco, polub już dziś nasz profil na FACEBOOK’u
Znajdź nas na INSTAGRAMIE

Carnaval Sztukmistrzów 2018

Carnaval Sztukmistrzów 2018

 

Zakończył się Carnaval Sztukmistrzów. Nadszedł więc czas podsumowania tegorocznego Carnavalu, wszystko tradycyjnie naszym subiektywnym zdaniem oraz obiektywnym spojrzeniem z punktu widzenia naszych aparatów. Przejdźmy zatem do oceny,  tak jak zawsze od A do Z, by przedstawić Wam kompleksowo nasz punkt widzenia na ten temat.

A jak ARMATA PANA ZĄBKA

Pan Ząbek miał uderzyć z grubej rury, to tym razem jak podali na swojej stronie internetowej organizatorzy, nie przebierał w środkach wyrazu. By odnaleźć wybraną przez widza kartę, użył subtelnej broni, czyli… swojej armaty, jakkolwiek to nie brzmi, to faktycznie tak było. Sami zastanawialiśmy się, czy będzie faktycznie „wiele hałasu o nic”, czy przebije  telewizyjny „numer z gwoździem”, który przybił się do Niego na stałe.  Pozytywnie zaskoczyła nas spora dawka dobrej iluzji. Wszystko to było dla nas dobrym początkiem festiwalu. Trzeba bowiem podkreślić, że  dla wymagającego lubelskiego widza, który nie jeden Carnawal Sztukmistrzów ma już za sobą i nie ukrywajmy, coraz trudniej jest go zaskoczyć, zadziwić i rozbawić,  a tego przynajmniej my oczekujemy rok rocznie, od carnavalowych Artystów.

B jak Bar Żongler 

JAM session  to chyba wisienka na torcie na zakończenie imprezy. Całość tradycyjnie już odbywa się w klubie festiwalowym pod urokliwą nazwą „Bar Żongler”. Miejsce to warto było też odwiedzać czy to przed spektaklem lub i po. Strefa chilloutu, która mieściła się na Błoniach pod Zamkiem była nie tylko niezobowiązującą przestrzenią relaksu, w której każdy mógł odpocząć z muzyką przy kawie, yerbie lub piwie, ale i strefą w 100% wolną od wifi, co sprzyjało rozmowom z nowopoznanymi tam w tzw. realu ludźmi.

C jak Ciro Cavallo Show

Ciro Cavallo Show to klaunada bez słów w iście włoski wydaniu. Spektakl powstał po długich obserwacjach i badaniach poświęconych przypadkowym, ulotnym spotkaniom na ulicy. Ciro Cavallo rozpoczyna pokaz leżąc w śpiworze w masce konia. Powoli, w miarę jak przedstawienie się rozkręca, koń zaczyna się budzić, a już po chwili zaskoczy widzów swoimi niecodziennymi zachowaniami, bazując na wywołaniu emocji widzów.

D jak dobry biznes

Carnaval to rewelacyjny okres dla lubelskiego biznesu. W tym roku zarobiły nie tylko restauracje przy deptaku. Na każdym kroku można było spotkać drobnych handlarzy, a tegorocznym hitem kiczu w naszej ocenie były balony, ale nie te klasyczne wykonywane ręcznie przez klauna, a te ledowe, których było w mieście pełno. Co w tym ludzie widzą – nie wiemy, ale skoro daje im to radość, a innym zarobek, to nic nam do tego.

 E jak euforia

Radość i stany euforii to największy atut tej imprezy. Tyle uśmiechu ile dała nam dotychczas już kolejna edycja tego Carnavalu zasługuje na słowa uznania. Miło, że ludzie doceniają to i wiedzą, że z samych braw artyści uliczni nie wyżyją.

F jak faworyt

Teatr uliczny w stylu szwedzkim Svena ze Szwecji był w tym roku naszym faworytem. Występ obejmował żonglerkę i akrobacje, ale bardzo ważną jego częścią była publiczność, która brała aktywny udział w przedstawieniu. Ten spektakl to komedia dla wszystkich – dorosłych, ale i dzieci. Nie zabrakło niespodzianek i dużej dawki śmiechu. Takie poczucie humoru doceniamy szczególnie. Chapeau bas za ten występ dla Ciebie Sven from Sweden.

G jak Glass and Wooden Tower

Claudio Inferno i jego Glass and Wooden Tower to zabawny pokaz balansowania i muzykowania na butelkach. Pan Inferno to błazen, który poświęcił życie na sprofesjonalizowanie tej aktywności. Podczas spektaklu Artysta zabiera widownię w świat pustych butelek i dysonansowej muzyki. Do widzów zwraca się bezpośrednio, za pomocą zrozumiałego języka, który mocno kontrastuje z jego ekstrawaganckimi wyczynami i dziwactwami.

 

H jak Herosan show

Artysta uliczny pochodzący z Japonii, który jest jednym z najbardziej doświadczonych, wśród tegorocznych twórców. Jego pokazy widziano już w kilkunastu krajach świata, a sam występ opiera się na akrobatyce, która łączy się z żonglerką i tańcem. Artysta niejednokrotnie zadziwia i wprawia publiczność w niedowierzanie, związane z przekraczaniem ludzkich granic. Całość uzupełniona została dużą ilością dobrego humoru.

I jak iluzja

Do świata iluzji zabrał nas podczas swojego show m.in. Magic Mark z Filipin. Magic Mark Beltran jest zawodowym magikiem od 2011 r. Ukończył kurs mistrzowski z Magii i Teatru Ulicznego w McBride Mystery School w Las Vegas. Od tamtej pory wystąpił w kilkudziesięciu krajach, a jego pokazy oglądała publiczność na całym świecie. Jako magik jest charyzmatyczny i życzliwy dla widza. Podczas kameralnych występów bawi, oczarowuje i prezentuje niezwykle obrazowe kuglarstwo, które zachwyca szczególnie dzieci.

J jak jasność

Przyjemnie oświetlone latarnie koło Centrum Kultury w Lublinie nie umknęły naszym obiektywom. Lampiony te już znamy z innych wcześniejszych lokalnych imprez. Może na czasy oświecenia przydałyby się już nowe, by czymś nas zaskoczyć, choć żeby była jasność, te są ładne i nadal nam się podobają. Bardzo dobrze wyglądały też illuminacje na zamku czy przy Trybunale Koronnym, je też musieliśmy obfotografować.

K jak Karolina Czarnecka

Niezwykle energetyczna i pozytywna wokalistka, która podzieliła się z Lublinem nie tylko muzyką, ale i uśmiechem. Miło z Jej strony, że do Lublina zabrała ze sobą pamiątki: książeczkę z Pierwszej komunii, herękokę, pastelowo-różowe majtki i kosmiczny pył. Po koncercie znalazła również czas dla wielbicieli, fanów i tych, którzy Jej nie znali, ale skoro wszyscy robili sobie z nią selfie, to czemu i oni mieliby sobie nie zrobić.  Doceniamy, pozdrawiamy, szanujemy i zapraszamy ponownie na dziki wschód.

L  jak Les Tetes d’affiche

Grupa Les Tetes d’affiche zgotowała pokaz podczas którego nie brakowało zapachu paliwa i potu. W tym spektaklu zobaczyliśmy trzech Artystów, którzy wprowadzili nas w męski świat jakiego nie znaliśmy! Sztuka podrywu opanowana została do perfekcji – panowie możemy się od nich dużo nauczyć 😀

M jak MC Fire

Bardzo dobre show pełne ognia, humoru, zapewnili nam Cyryl, Maciek oraz Marcin, którzy i w tym roku powrócili do Lublina na Carnaval Sztukmistrzów, by zaprezentować swój pokaz w nowej, odmienionej formie.

N jak Nowy Cyrk

Czym jest nowy cyrk? Podobno na tak postawione pytanie, nie ma jednej odpowiedzi, ale można wskazać cechy wspólne spektakli nowego cyrku: brak tresury zwierząt, mniejsze znaczenie areny i namiotu cyrkowego, zmiana jednolitej estetyki na wiele form prezentacji, zmniejszenie znaczenia samodzielnych numerów na rzecz alternatywnych dramaturgicznych koncepcji. Nowy Cyrk charakteryzuje się przede wszystkim podejściem do historii – oraz opowieści. W nowym cyrku Artysta stara się ją przedstawić w odróżnieniu od cyrku tradycyjnego, który obecnie żadnej historii nie przedstawia i w naszej ocenie to jest ta zasadnicza różnica. Przedstawienia z kręgu nowego cyrku starają się opowiadać historię wykorzystując dyscypliny cyrkowe i kuglarskie, które stają się językiem narracji. Nowy cyrk gromadzi w Polsce coraz większą widownię, czego najlepszym dowodem jest sukces organizacyjny Carnavalu Sztukmistrzów.

 

O jak opaski

Podczas Carnavalu dzieją się różne cuda, w tym w magiczny sposób gubią się również dzieci rodzicom. Dlatego organizatorzy w tym roku zaproponowali bardzo sprytne rozwiązanie w postaci opasek na rękę dla najmłodszych, tak by zagubione dziecko łatwo można było nie tylko zlokalizować w tłumie, ale przede wszystkim ustalić jego tożsamość. Bezpłatne opaski odebrać można było w punktach informacyjnych festiwalu. Na opasce należało wpisać kontakt do rodzica oraz personalia dziecka, a dzięki temu łatwiej można było odnaleźć zagubione pociechy.

P jak Piky Potus “The Unbalanced Hat”

Spektakl oparty jest na uniwersalnym języku łączącym humor fizyczny z żonglerką. Piky Potus wchodzi w bezpośrednią interakcję z widownią. Widownia jest wspólnikiem, który bawi się z Piky Potus. Muzyka i ruch stanowią niekończącą się zabawę. Piky Potus udowadnia że każdy ma w sobie dziecko, bez względu na wiek i pochodzenie, a on sam przyleciał do Lublina, aż z Argentyny.

R jak rozgrzana publika

Marcin Ex Styczyński swym plucie ogniem (Fire Breathing Show)  rozgrzewał publikę do czerwoności. Zaskoczyły nas tez możliwości tzw. głębokiego gardła Marcina, ale i fakt, że mimo takich umiejętności nadal jest sam. Jesteśmy przekonani, że po tamtym występie wszystko to się momentalnie zmieniło, czego z serca życzymy Marcinowi. Dziękujemy za gorący i zabawny pokaz 😉

 

S jak Sisus Sirkus

Mosh Split „Sisus Sirkus” to spektakl Pań z Finlandii obok, którego nie przeszliśmy obojętnie, gdyż mało kto potrafi tak sprawnie odbijać piłeczkę (ten kto był to wie nawet czym). Z resztą nie była to jedyna umiejętność tych zdolnych dam. Trapez waszyngtoński, stójka na rękach, akrobatyka w parach, żonglerka stopami, skakanki, huśtawki…. można wyliczać i wyliczać. Cały spektakl zbudowany był wokół stabilnej konstrukcji o wysokości około 10 metrów. Obok sceny znajdował się też samochód kempingowy, z którego jedna po drugiej wyskakiwały przepiękne panie, które chwaliły się w naszej ocenie wszystkim co potrafiły. Wraz ze swoimi szalonymi pomysłami przychodził uśmiech, zaskoczenie, ale i niesmak. Silną stroną była więc tu wyrazistość spektaklu, bo zapamiętamy go na długo.

 

T jak tłumy

W tym roku na Carnaval Sztukmistrzów również do Lublina przyjechało i przyleciało bardzo dużo ludzi. Tłumy na deptaku zmuszały malkontentów do marudzenia. Choć Ci i tak by narzekali, że show z balonem się nie podoba, że cebularze po 3 złote, czy że Carnaval znowu się odbył. Wszystkim krytykantom i ludziom niezadowolonym z życia sugerujemy się wyprowadzić na czas Carnavalu z Lublina. Kierujemy też do Was cenną sugestię – nie podobało się – można za rok nie przyjeżdżać, albo zrobić własny festiwal, a najlepiej na większą skalę, lepszy niż w tym roku zrealizowali organizatorzy i do tego z darmowymi cebularzami. Więc wszystkim piszącym krytyczne opinie na temat Carnavalu ślemy pozdrowienia i trzymamy kciuki za Was, byście zrobili to lepiej.

U jak Urban Highline Festival

Urban Highline Festival to największa tego typu impreza na świecie. Festiwal co roku ściąga do Lublina kilkaset uczestników z najdalszych zakątków świata. Sport ten z reguły uprawiany jest wysoko w górach, a nie w przestrzeni zurbanizowanej, co w Lublinie czyni go unikatowym. Od wielu lat Urban Highline Festival jest integralną częścią Carnavalu i wymusza na mieszkańcach Lublina by głowę trzymać wysoko. Naszym zdaniem to ogromna wartość dodana do Carnavalu, bez której te dni nie byłyby już takie same. Rok rocznie highlinerzy,  spacerują w blasku słońca i księżyca, by zapierać dech w piersiach lubelskiej publiki. Naszym zdaniem jest znak rozpoznawczy tej imprezy, dla którego warto wybrać się w tym czasie do Lublina.

  W jak Wieża Trynitarska

Zawsze uważamy, że warto jest wejść na Wieżę Trynitarską podczas Carnavalu Sztukmistrzów. Szczególnie warto jest tam się wybrać w nocy, kiedy  widać będzie dobrze illuminacje na kamienicach starego miasta, szczególnie te w koło Trybunału Koronnego. Przystępna i rozsądne kolejki pozwolą każdemu rzucić okiem na Lublin z innej perspektywy.

 Z jak zakończenie

Na zakończenie musimy oczywiście posłodzić i popieprzyć… Carnaval Sztukmistrzów to wyjątkowa impreza na mapie wydarzeń kulturalnych nie tylko w Lublinie czy w Polsce, ale i na świecie. To czas wielu uśmiechów, poprawy nastrojów, chwil zachwytów, zdziwienia czy momentów grozy i zniesmaczenia…. wielu różnych emocji. To szczególnie za to cenimy czas spędzany w tych dniach w Lublinie. Carnaval Sztukmistrzów jest bez wątpienia wizytówką Lublina, która oddaje klimat miasta. Organizatorom raz jeszcze gratulujemy, a Artystom dziękujemy, szczególnie tym którzy nie powtarzają rok rocznie tego samego programu na ulicach naszego miasta. Mamy nadzieję do zobaczenia za rok w zupełnie nowej odsłonie i gdybyście to Panowie od drabiny przeczytali, tak to do Was – życzymy więcej inwencji twórczej na przyszłość, a sobie życzymy mniej komercji na ulicach, a więcej Sztukmistrzów i Artystów przez WIELKIE A.

 

ZOBACZ TEŻ NASZ WPISY O:

CARNAVAL SZTUKMISTRZÓW 2017

Carnavalu Sztukmistrzów 2016

linia

Bądź na bieżąco, polub już dziś nasz profil na FACEBOOK’u

Śledź nas na INSTAGRAMIE

#carnavalsztukmistrzow #carnaval  #lublin  #sztukmistrze  #highliner  #rafalfotografuje  #fotografia  #lubelskie  #rafalbil #lublincarnaval #polska  #show  #streetperformance #lublinmiastoinspiracji #urbanhighline  #miastoinspiracji #cityofinspiration #carnaval2018  #miastolublin #highline #highlinefestival  #instalublin  #lbn

© Wszelkie Prawa Zastrzeżone

 

Co warto zobaczyć w Skalnym Mieście – Adršpašskoteplické skály

Dziś mamy dla Was cenne informacje praktyczne dotyczące dojazdów, cen jakie na Was czekają, gdy wybierzecie się w Adršpašskoteplické skály. Co jednak ważniejsze, zdradzimy Wam, co warto zobaczyć w Skalnym Mieście. Na zwiedzanie najlepiej zarezerwować kilka godzin ponieważ trasa okrężna ma długość kilku dobrych kilometrów. Należy naładować dobrze baterie w aparacie, zabrać ze sobą pojemną kartę i ruszyć wzdłuż szlaku, a dlaczego wyjaśnimy jak zwykle subiektywnie i obiektywnie poniżej, tak od A do Z. Zabieramy więc Was w przepiękny teren złożony z licznych skał zbudowanych z piaskowca. Zobaczycie, że 100 metrowe skalne ściany sprawiają często monumentalne wrażenie. Pokażemy Wam też  skalny wodospad oraz szmaragdowe jezioro, które powstało po starej piaskarni. To co, ruszamy?

A jak Adršpach

Adršpach Skalne Miasto  to perła Sudetów Środkowych, która znajduje się zaledwie kilka kilometrów od polsko-czeskiej granicy. Najwygodniejsza forma dojazdu to oczywiście samochód. Jadąc autem na północy od Skalnego Miasta leży wioseczka Adrszpach, druga miejscowość, od której pochodzi nazwa kompleksu. Adršpach natomiast to gmina wiejska w Czechach, w której znajduje się wspomniane powyżej Adršpašské skalni mesto, bo tak dokładnie określane jest ono w Czechach. Okolica zbudowana jest głównie z piaskowców. W tutejszych plenerach kręcono m.in. „Opowieści z Narnii”, dlatego dziś zabieramy Was do tego bajkowego świata.

B jak brama

Skalna Brama to gotycka brama, która została wybudowana w 1839 roku na polecenie ówczesnego barona Ludvika Karel Nadherny.  O ile większość pięknych zjawisk w adršpašskich skałach stworzyła sama przyroda, to sama brama do nich nie należy. Zaklinowana między skałami zaprasza do wejścia do krainy jak z bajki. To wg nas symboliczne przejście między światami realnym i baśniowym, do którego dziś Was zabieramy.

 

C jak ceny

Teraz słów kilka o finansach, czyli ile Was ta przyjemność będzie kosztowała? Najbardziej polecamy odwiedzenie strony adrspach.cz  na której znajdziecie aktualne ceny za wejście do parku. Trzeba podkreślić, że  dokonywane są zmiany w cenach biletów, więc przed wyjazdem warto sprawdzić ich aktualność odwiedzając stronę Skalnego Miasta. Na teren skał można wejść przez cały rok, codziennie w godzinach od 8 do 18, jednak za same bilety ceny uważamy nie są wygórowane, o czym świadczą chociażby tłumy turystów (w tym z Polski). Warto zaznaczyć, że dodatkowo płatny jest rejs po skalnym jeziorze. Ta przyjemność jest o określonych porach roku od około 15.04.2018r. (przy sprzyjającej pogodzie czynne już i w kwietniu), do 30.10.2018r. w godz. 09:00 – 17:00. Co istotne można też za dodatkową odpłatą wprowadzić na teren rezerwatu również i  psa. Natomiast ceny za parking wyniosły nas 0 zł, choć oczywiście w pobliżu są również prywatne, płatne parkingi, tak przy samym Skalnym Mieście jest duży nieodpłatny parking, który oddalony jest 5 minut spacerem od bramki z biletami. Dla przypomnienia tylko, walutą jest tu korona czeska (CZK); 1 korona to około 0,16 zł.

D jak Dziura

Mysia Dziura (Myší Díra) to  wyjątkowo nieprzyjemne miejsce dla osób otyłych. Wąska, głęboka szczelina skalna, przez którą osoby o większych gabarytach mogą przejść z trudnościami.

E jak Elephant square

Elephant square to rynek słoni, który spotkamy w Skalnym Mieście. Jest to wysłany piaskiem placyk na szlaku przez Skalne Miasto. Wystarczy odrobina wyobraźni i można się w kształtach skał dopatrzeć podobieństwa do słoniowych trąb.

F jak fauna i flora

Charakterystyczna górska roślinność to kilkaset ciekawych gatunków w tym między innymi: fiołek dwukwiatowy, podbiałek alpejski czy modrzyk górski. Również flora Skalnego Miasta to wiele ciekawych gatunków zwierząt. Możemy tu spotkać borsuka, bociana czarnego, czaple, nietoperze, ale także żmiję zygzakowatą. Liczna fauna znakomicie uzupełnia tło i potęguje wrażenia. Na uwagę zasługują m.in. Kochankowie – czyli jedna z najwyższych i najpiękniejszych formacji. Skały mierzone z poziomu doliny mają około 100 metrów wysokości. Żeby ujrzeć ich w pełnej krasie należy wdrapać się po licznych schodach na punkt widokowy i zobaczyć przepiękną roślinność terenu. Kochankowie (Milenci) stanowią symbol Skalnego Miasta, a ich sylwetki powielane są na wielu pamiątkach.

G jak Góry Stołowe

Góry Stołowe zachwycają o każdej porze roku. Trzeba zaznaczyć, że rezerwat Skalnego Miasta stanowi część Gór Stołowych i jest stosunkowo charakterystyczny dla tego pasma.

H jak horolezci

Spacerując po Skalnym Mieście, częstym widokiem byli horolezci (horolezec to z czeskiego: wspinacz, alpinista). Wiek XX to z kolei eksplozja zainteresowania turystyką wspinaczkową w tym terenie. W rezerwacie wytyczono w tym celu specjalne szlaki i zadbano o infrastrukturę turystyczną. Obecnie jest to wymarzone miejsce do wspinaczki skałkowej. Jednak trzeba zaznaczyć, że możliwa jest tylko i to wyłącznie w wyznaczonych miejscach wspinaczkowych.

I jak inspiracja

Jesteśmy na półmetku opowiadania Wam o Skalnym Mieście, a już teraz możemy napisać, że miejsce to potrafi zainspirować i to o każdej porze roku. Zachęcamy do przekonania się o tym, najlepiej na własnej skórze.

J jak jezioro szmaragdowe

Warto wrócić jeszcze do początku naszej podróży, gdyż na starcie natrafiliśmy na przepiękne szmaragdowe jezioro w Adršpach, znajdujące się w miejscu dawnej piaskowni. To co nam się najbardziej tu spodobało to piękna czysta woda o turkusowym kolorze. Większość osób zwiedzających kieruje się od razu na prawo. Można natomiast skręcić od razu w lewo i wówczas uda się Wam obejść jezioro, podążając szlakiem, który je okrąża. Zachęcam do wyboru tej drogi. Po pierwsze dlatego, że jest pięknie, a po drugie ze względu na znacznie mniejszą liczbę turystów. Szlak który prowadzi na około jeziora znaczony jest kolorem niebieskim.

K jak kaplica

Spacerując po Skalnym Mieście, natrafiliśmy na skalną kaplicę pod północno-zachodnimi ścianami Kochanków gdzie są umieszczone tablice upamiętniające wspinaczy, którzy zginęli podczas zdobywania wierzchołków skał.

L jak labirynt

Każdy, kto wkroczy w ten skalny labirynt, jest nim oczarowany. Podobne wrażenia i zapierające dech w piersiach są zakamarki Szczelińca Wielkiego. Tutejszy labirynt skalny rozlewa nie na powierzchni 1800 hektarów, dlatego też przygotowano dla zwiedzających trasę turystyczną zaopatrzoną w schodki, kładki, poręcze etc., wszystko to po to by uprościć zwiedzanie turystom.

 

M jak Metuje

Metuje to rzeka w Sudetach w północnych Czechach. Lewobrzeżny dopływ Łaby w zlewisku Morza Północnego. Rzeka Metuje płynie w kraju hradeckim przez Góry Stołowe i Pogórze Orlickie. Nad Metują znajduje się miasto Teplice w którym corocznie odbywają się Międzynarodowe Festiwale Filmów Wspinaczkowych.

N jak Narnia

Wędrując po labiryntach Skalnego Miasta można poczuć klimat „Opowieści z Narnii”, które filmowy z Hollywood wybrali nie bez powodu na plan filmowy podczas ekranizacji powieści fantasy C.S. Lewisa.

O jak okolica

Wprawdzie Skalne Miasto powinno dostarczyć nam dostatecznie dużo wrażeń, ale jeśli pozostajemy w tych terenach na dłużej, wówczas  warto jest nie marnować czasu na siedzenie w hotelu i rozejrzeć się po okolicy. Polecamy wybrać się do Teplice nad Metují – jest to niewielkie przyjemne miasteczko z barokowym kościołem św. Warzyńca oraz położoną na wzgórzu Kamenec pustelnią nieistniejącego zakonu iwanitów i niewielkim kościółkiem Maryi Panny Nieustającej Pomocy. Ci, którzy chcą wybrać się gdzieś dalej mogą pojechać do pobliskiego Borumova, w którym warto zobaczyć starówkę.

P jak popiersie

Wróćmy jednak do Skalnego Miasta. Wędrując po nim natrafiliśmy na popiersie J.W. Goethego upamiętniające pobyt poety w tym miejscu. Warto podkreślić, że wiele znanych postaci odwiedzało te tereny, co tylko potwierdza tezę, że są one warte uwagi.

R jak rezerwat przyrody

Obszar Skał Teplickich został objęty rezerwatem przyrody. Jest bardzo cenny nie tylko ze względów geologicznych i geomorfologicznych, lecz także pod względem różnorodności fauny i roślinności, o czym pisaliśmy powyżej. Rezerwat ten nazywany jest w Czechach „Národní přírodní rezervace Adršpašskoteplické skály”, a znajdujące się w nim piaskowcowe twory powstawały na przestrzeni setek tysięcy lat poprzez działania wody, powietrza i mrozu. Tym terenom dodatkowego uroku dodaje bujna roślinność porastająca skały, 2 wodospady oraz 2 jeziorka po których możemy przepłynąć się łodzią.

S jak Starosta i Starościna

Starosta i Starościna to dwie ogromne skały, które wyglądają jak postać kobiety i mężczyzny zwrócone do siebie twarzami. Należą do bardziej charakterystycznych i rozpoznawalnych skał tego terenu.

T jak tłumy turystów

Skalne Miasto można odwiedzać cały rok. Najlepszą porą na odwiedziny Skalnego Miasta Adršpach to czas od wiosny do jesieni. Chcąc uniknąć tłumów najlepiej planować swoją wycieczkę poza weekendem, a zwłaszcza poza polskimi długimi weekendami. Dodatkowo zachęcam, aby być tam jak najwcześniej rano – najlepiej zaraz jak otwierają kasy biletowe lub trochę przed zamknięciem kas wtedy powinniśmy móc spacerować pośród skał praktycznie sami, bo w środku dnia często natrafia się na tłumy turystów, co komplikuje wykonanie fajnych ujęć, bez zbędnych osób w kadrze. Turyści w klapkach i turystki w szpilkach na dłuższej wersji trasy blokują często ruch. Jednym słowem bywa tu tłoczno.

U jak ubranie

Jeśli zastanawiacie się nad ubraniem i ekwipunkiem, to musicie wiedzieć, że tu nie musimy  mieć super sprzętu i najdroższych trekingowych butów, ale odradzamy buty w bardzo miękką podeszwą typu trampki czy balerinki lub tym bardziej szpilki. Koniecznie trzeba zabrać ze sobą bluzę, gdyż nawet przy dobrej pogodzie w pewnych miejscach można poczuć chłód, ze względu na sporą wilgoć. Natomiast jeśli macie zamiar się wspinać po skałkach niezbędne będzie zabranie profesjonalnego sprzętu.

W jak Wielka Panorama

Z Wielkiej Panoramy rozciąga się widok na większość formacji skalnych Adršpach. Znajdziecie tu również tabliczkę z opisem widocznych skał. Czy widok ten zapiera dech w piersiach – naszym zdaniem nie, ale wejść zobaczyć i spocić się zawsze można.

Z jak zjeść po zwiedzaniu coś trzeba

Na koniec wyprawy warto wybrać się na posiłek. W okolicy, co nas cieszy, zdecydowanie rządzi czeska kuchnia. Małe gospody zwykle dbają o kulturę i tradycję. Warto spróbować houskove knedliky s gulášem, czyli ciasta drożdżowego na parze z sosem gulaszowym i kawałkami mięsa lub czosnkowe kotleciki po czesku. Inną ciekawą potrawą jest vyprážaný syr s tatarskou omačkou, czyli smażony ser z sosem tatarskim podawany zwykle z frytkami. Do picia tradycyjne czeskie piwo i czego chcieć więcej? Chyba tylko kolejnej podróży.

Zobacz też:

Co warto zobaczyć w Czarnobylu?

Co warto zobaczyć w Rzeszowie?

Co warto zobaczyć w Madrycie?

Co warto zobaczyć w Toledo?

Co warto zobaczyć w Granadzie?

linia

Bądź na bieżąco, polub już dziś nasz profil na FACEBOOK’u

kontakt#rafalpodrozuje #fotografia #czechy #travel
#turystyka #agencjafotograficznoszkoleniowa #rafalbil #rafalfotografuje #skalnemiasto #najlepszyfotograflublin #adrspasskoteplickeskaly #czechrepublic

 

Wszelkie prawa zastrzeżone © Agencja Fotograficzno Szkoleniowa

Noc Kultury 2018

Tegoroczna Nocy Kultury odbyła się z 2 na 3 czerwca. Dziś subiektywnie pokażemy Wam co godnego uwagi uchwyciły nasze obiektywy podczas tego wydarzenia. Zabierzemy Was ponownie na spacer po Lublinie w Noc Kultury 2018, a jeśli nie udało się Wam uczestniczyć w tym wydarzeniu, pokażemy Wam co tak naprawdę działo się w Lublinie w tamtą wyjątkową noc. Zaczniemy od naszego numeru 1, czyli kolorowych lampionów z latającymi rybami, które pływały w przestworzach z Placu Rybnego w kierunku Bramy Rybnej. Słowa uznania dla Jarosława Koziary, twórcy tej instalacji, który już wielokrotnie potrafił nadać kolorytu naszemu miastu, nie zawiódł i tym razem.

   

Miejscem numer 2, które również naszym zdaniem warto było odwiedzić,  było Podwale. To wg nas kolejny godny uwagi punkt programu tegorocznej Nocy Kultury. Poczuć się tam można było jak w krainie krawiectwa, a wszystko to za sprawą współpracy wielu twórców szeroko pojmowanej kultury, których spajał jeden mianownik. Spacer przestrzenią pełną krawatów, staników, tkanin, maszyn do szycia i różnych innych akcesoriów krawieckich to ciekawe doświadczenie i kreatywny pomysł organizatorów. To on zdecydowanie przypadł do gustu nie tylko dzieciom, ale i nam.

Na podium wydarzeń Nocy Kultury znalazła się też naszym zdaniem wyjątkowa brama – gdyż ją odkrywamy zmysłem węchu, a nie tylko wzroku. Dla lubiących zapachy mogła być nawet najciekawszym dla zmysłów punktem do odwiedzenia. Brama sensualna, bo tak ją określono, znajdowała się w ul. Ku Farze. Tu słowa uznania należą się dla Pawła „Totoro” Adamca i jego studentów, którzy wspólnie dali mieszkańcom Lublina i turystom możliwość czerpania radości z aromatów ziół w tym mięty, tymianku czy melisy. Nieopodal tej ulicy znajdowały się również kolejne ciekawe instalacje, dokładnie na Placu po Farze, na który również zawitaliśmy. Spotkaliśmy tam m.in. tzw. szeptuchy oraz miniaturę starego miasta.

Noc Kultury to czas kiedy bawić się mogą nie tylko dorośli, ale i dzieci. Tym najmłodszym szczególnie spodobać się mogło na Błoniach pod Zamkiem. Stworzono tam Strefę Twórczości i Inspiracji. Warsztaty i kreatywne zabawy umożliwiły spędzenie wspólnego czasu dzieciom i rodzicom przy twórczej i często edukacyjnej zabawie.

Jedno jest pewne, że wygodne buty na dłuższy spacer to podstawa podczas Nocy Kultury. Niestety przyznamy się od razu, że nie opisaliśmy i jednocześnie nie odnaleźliśmy wszystkich atrakcji przygotowanych przez organizatorów tegorocznej Nocy Kultury, za co wielkie brawa w stronę Warsztatów Kultury, gdyż mimo, że nachodziliśmy się dużo, to w ciągu jednej nocy, nie udało nam się zobaczyć wszystkich punktów programu Nocy Kultury. Ta mnogość wydarzeń to w naszej ocenie pozytyw, a nie negatyw tej imprezy. Spacerując po Lublinie w tą Noc zawitaliśmy również do Żmigrodu oraz browaru Perły i były to dwa słuszne kierunki na spacer nie tylko dla nas, ale i naszych obiektywów.

 

      

Warto zaznaczyć, że Noc Kultury to nie tylko stare miasto. W tym roku wybraliśmy się również do CSK tam trafiliśmy na Targi East end Art/Noc Concept Store’ów. Około 30 wystawców z branży lifestyle pokazało jak pojmują design, modę, sztukę. Tego dnia w Centrum Spotkania Kultur w Lublinie można było nie tylko zobaczyć, ale i kupić produkty bezpośrednio od projektantów mody, artystów i designerów. Spacerując po CSK dotarliśmy też do miejsca szczególnego – przenieśliśmy się w czasie do końca lat 80. XX w. Ekspedycja ’88 daje możliwość bezpośredniego, wręcz dotykowego kontaktu z kolekcją unikalnych przedmiotów z tego okresu. Dotknąć znów m.in. adapter Bambino, walkman, maszynę do pisania, bony do Pewexu, komputer Commodore, aparat fotograficzny analogowy Zenit czy zegarek z melodyjkami Montana, ech to było coś. Łza się w oku zakręciła i miło było wspomnieć czasy naszego dzieciństwa. W CSK koniecznie musieliśmy również zajść na taras widokowy, szczególnie, że spacer po nim w nocnej porze w dni powszednie jest praktycznie niemożliwy.

 

Nie bylibyśmy jednak sobą gdybyśmy nie pozostali bezkrytyczni. Teraz słów kilka o minusach…. Główny to ten, że deptak był praktycznie w tym roku wyłączony z wydarzeń kulturalnych. Remonty spowodowały, że ciasne i tłoczne przejścia nie sprzyjały działaniom szeroko pojmowanej kultury, choć namiastki pewnych inicjatyw w tej części miasta udało się nam zarejestrować. Naszym zdaniem warto było w Noc Kultury omijać deptak, gdyż tam praktycznie nic ciekawego się nie wydarzyło lub działo się niewiele, a szkoda.

 

 Bądź na bieżąco, polub już dziś nasz profil na FACEBOOK’u

 ZOBACZ TEŻ NASZ WPISY O:

NOCY KULTURY W LUBLINIE 2017

NOCY KULTURY W LUBLINIE 2016

linia

kontakt #NocKultury #Lublin #NocKultury2018
  #AgencjaFotograficznoSzkoleniowa
#Fotografia #Lublin #Polska
#FotografLublin

 

Wszelkie prawa zastrzeżone © Agencja Fotograficzno Szkoleniowa

Plac Litewski – ruszyły multimedialne pokazy fontanny

Od wczoraj ruszyły ponownie po zimowej przerwie pokazy multimedialnej fontanny na placu Litewskim. Na maj zaplanowano łącznie dziewięć pokazów, które będzie można oglądać wyłącznie w weekendy. Zapraszam na plac Litewski w każdy majowy piątek i sobotę, o godz. 21:30.
 
Również i w tym roku zobaczyć będzie można prezentację najważniejszych imprez kulturalnych miasta, ale i pokaz dotyczący historii miasta. Tegoroczną nowością będzie „Historia placu Litewskiego na wesoło”, czyli pokaz przygotowany przez Poławiacze Pereł Improv Teatr.
 
Wstępnie zaplanowanych jest około 40 pokazów do końca września, jednak szczegółowy harmonogram będzie tworzony na bieżąco. Na ten moment znany jest harmonogram na obecny miesiąc – zamieszczamy go poniżej. Wydarzenie jest bezpłatne.
 
 
 
 
 
Harmonogram na maj:
 
1. czwartek (3 maja) 21:30 Sen o mieście
 
2. piątek (4 maja) 21:30 Historia Pl. Litewskiego na wesoło
 
3. sobota (5maja) 21:30 Wydarzenia kulturalne
 
4. piątek (11 maja) 21:30 Historia Pl. Litewskiego na wesoło
 
5. sobota (12 maja) 21:30 Sen o mieście
 
6. piątek (18 maja) 21:30 Sen o mieście
 
7. sobota (19 maja) 21:30 Wydarzenia kulturalne
 
8. piątek (25 maja) 21:30 Sen o mieście
 

9. sobota (26 maja) 21:30 Historia Pl. Litewskiego na wesoło

 

 Bądź na bieżąco, polub już dziś nasz profil na FACEBOOK’u

 ZOBACZ TEŻ NASZ WPISY O:

NOCY KULTURY W LUBLINIE 2017

Carnavalu Sztukmistrzów 2017

Więcej na temat otwarcia fontanny przeczytasz tutaj

Kąpiele w fontannie na placu Litewskim – zdrowe czy nie?

liniakontakt#Lublin Miasto Inspiracji #Fotografia #Plac Litewski #Polska #Lublin
#Agencja Fotograficzno Szkoleniowa

Wszelkie prawa zastrzeżone © Agencja Fotograficzno Szkoleniowa

Co warto zobaczyć w Tel Awiwie – Rafał Podróżuje

Dziś zabieramy Was na wirtualną wyprawę do Izraela, a dokładnie do Tel Awiw-Jafa, zwyczajowo nazywanego Tel Awiwem. Pewnie wiecie, że jest drugim pod względem wielkości miastem Izraela leżącym nad Morzem Śródziemnym. Dziś przybliżymy czym pachnie Tel Awiw i od A do Z przybliżymy Wam kilka ciekawostek na temat „Nowego Jorku Bliskiego Wschodu”. Izrael znajduje się w rejonie klimatu Śródziemnomorskiego, który cechuje bardzo gorące i suche lato oraz wietrzna i deszczowa zima. Najlepszym terminem do odwiedzenia tej części Bliskiego Wschodu będzie wczesna wiosna, w miesiącach kwiecień-maj. Kiedy to temperatury nie przekraczają jeszcze 30 stopni Celsjusza. Natomiast jeśli nie przeszkadzają Wam tropikalne upały Tel Awiw możecie także odwiedzić w najcieplejszych miesiącach tzn. czerwiec-sierpień. W tym okresie temperatura często przekracza ponad 30 stopni. Najważniejsze jednak bez względu na pogodę by wybrać się do Tel Awiwu, a zaraz dowiecie się dlaczego? Wszystko to oczywiście obiektywnym punktem widzenia naszych apartów i subiektywnym zdaniem, które już nie raz mogliście poznać.

Tel Awiw został założony w 1909 na peryferiach starożytnego portu morskiego Jafa. Choć stolicą proklamowaną przez Izrael jest Jerozolima, to ONZ nie uznaje tego faktu, dlatego większość ambasad mieści się w Tel Awiwie. Co ciekawe w grudniu 2017 Prezydent USA Donald Trump oficjalnie uznał Jerozolimę za stolicę Izraela i wydał Departamentowi Stanu polecenie rozpoczęcia procedury przenoszenia amerykańskiej ambasady. Tel Awiw jest podzielony na dziewięć regionów, które powstały w sposób naturalny na przestrzeni dziejów miasta. Najstarszą częścią jest portowe miasto Jaffa, z którego narodził się właśnie Tel Awiw. Tyle tytułem wprowadzenia. Czas na nasz podróżny alfabet.

A jak Azja

Tel Awiw jest położony na kontynencie azjatyckim, na wschodnim wybrzeżu Morza Śródziemnego. Miasto leży na nadmorskiej równinie Szaron, na historycznej drodze lądowej łączącej Europę, Azję i Afrykę. Przyznaje się, że państwo na Bliskim Wschodzie położone jest w Azji Zachodniej na wschodnim brzegu Morza Śródziemnego. Graniczy na północy z Libanem, na północnym wschodzie z Syrią, na wschodzie z Jordanią i na południowym zachodzie z Egiptem. Przylega do niego również Palestyna, czyli Zachodni Brzeg oraz Strefa Gazy kontrolowane przez tymczasową strukturę administracyjną: Palestyńskie Władze Narodowe zwane potocznie Autonomią Palestyńską. Zewnętrzne granice Palestyny są kontrolowane przez władze izraelskie.

B jak białe miasto Tel Awiw

Białe Miasto w Tel Awiwie odnosi się do zgrupowania około 5 tysięcy budynków wzniesionych w stylu Bauhaus. Większość budynków w mieście posiada biały kolor, dlatego Tel Awiw bywa nazywany właśnie „białym miastem”.  Zespół miejski Białego Miasta został umieszczony w 2003 na Liście światowego dziedzictwa UNESCO, jako największe na świecie skupisko budynków modernistycznych. Budynki te wykonali żydowscy architekci w latach 30 XX wieku, którzy w tym okresie wyemigrowali z Niemiec.

C jak ceny

Trzeba zaznaczyć, że Tel Awiw należy do czołówki najdroższych miast na świecie. Niektóre ceny są mocno zawyżone – biorąc pod uwagę, że za taki sam produkt w Europie płacimy dwukrotnie mniejszą cenę.  To co zauważyliśmy w Tel Awiwie, to to, że najwięcej zapłacimy w sklepach przy plaży. Tam towary potrafią być nawet kilkakrotnie droższe niż w marketach, które znajdują się w centrum miasta.  Mamy dla Was dobrą radę, jeśli chcecie poznać smak i zapach Tel Awiwu, zabierzcie ze sobą większą gotówkę.

 

D jak dojazd

Tel Awiw posiada Port Lotniczy Ben Gurion obsługują je m.in. linie lotnicze: Arkia Israel Airlines, Ayit Aviation and Tourism, Elrom Airways, Israir, Aerosvit, Air Malta, Air Baltic, Air Canada, Air France, Air Slovakia, AlItalia, American Airlines, Austrian Airlines, British Airways, Brussels Airlines, Bulgarian Air, Czech Airlines, EL AL, Finnair, Germania Express, Iberia, Lufthansa, Malev, South African Airways, SpanAir, Swiss, Thomas Cook Airlines, ThomsonFly, Turkish Airlines, LOT, KLM, Sun D’or International Airlines. My korzystaliśmy z usług LOTu, a lot z Lublina trwał około 4h 30 min.

 E jak edukacja

W Izraelu jest najwyższa średnia pod względem długości trwania nauki szkolnej w Południowo-Zachodniej Azji i jest razem z Japonią na drugim miejscu w całej Azji (po Korei Południowej). Przyjęte Państwowe Prawo Edukacji podzieliło izraelski system edukacji na pięć typów szkół: świeckie, religijne, ultraortodoksyjne, komunalne i arabskie. Edukacja w Izraelu jest obowiązkowa dla dzieci i młodzieży w wieku od trzech do osiemnastu lat. Nauka jest podzielona na trzy poziomy: szkoła podstawowa (klasy 1–6), szkoła średnia (klasy 7–9) i liceum (klasy 10–12) – zakończone egzaminem maturalnym.  Po otrzymaniu świadectwa maturalnego młodzież może kontynuować naukę na wyższych uczelniach. Warto wspomnieć o szkołach wojskowych, które szkolą przyszłych żołnierzy zawodowych i techników w wyspecjalizowanym zakresie wymaganym przez Siły Obronne Izraela. Jesziwy natomiast to szkoły średnie, najczęściej z internatem, osobne dla chłopców i dziewcząt, uzupełniają świeckie programy nauczania o intensywne studia religijne i promują przestrzeganie tradycji i żydowskiego stylu życia. Liczne szkoły ogólnokształcące oferują naukę rozmaitych zawodów, od księgowości po mechanikę, elektronikę, hotelarstwo, grafikę użytkową i inne. Młodzież, która nie uczęszcza do żadnego z powyższych typów szkół, musi na podstawie ustawy o praktykach/szkolnictwie zawodowym uczyć się zawodu w jednej z uprawnionych szkół zawodowych. Podsumowując trzeba podkreślić, że Izrael jest jednym z najlepiej wykształconych krajów na świecie z największą ilością inżynierów, naukowców i doktorów przeliczając na mieszkańca i znaczna ich część mieszka właśnie w Tel Awiwe.

F jak falafel

Będąc w Tel Awiwie koniecznie wybierzcie się na izraelski klasyk, którego warto spróbować – mowa o falafelu. Smażone kotleciki z ciecierzycy, pietruszki i czosnku w pysznej delikatnej picie. Dostać go można niemal wszędzie, warto jednak wyszukać miejsca polecane przez mieszkańców Tel Awiwu, by wybrać te, które są najbardziej godne spróbowania.

G jak gwiazda Dawida

Zwana jest też tarczą Dawida znana jest jako pieczęć Salomona, jest przez wielu uznawana jako symbol judaizmu. Gwiazda Dawida znajduje się na obecnej fladze Izraela.

H jak hummus

Izrael to przede wszystkim hummus. Znajdziemy go wszędzie, nie tylko w Tel Awiwie. Jest pyszny, delikatny, kremowy, idealnie przyprawiony i podany z cudownymi dodatkami – sokiem z cytryny, aromatyczną oliwą, orzeszkami pinii, grillowaną papryką, i opcjonalnie bardzo aromatycznymi pastami. Często podawany jest z kuminem i kolendrą. Do wyboru do koloru, delikatniejszy, ostrzejszy – każdy znajdzie coś dla siebie.

H jak herb

W 1934 władze miejskie Tel Awiwu doszły do wniosku, że nadszedł czas na stworzenie własnego herbu, który stworzył artysta Nahum Gutman. Umieszczona w centrum logo latarnia morska nawiązuje do starego portu Tel Awiwu, który przez wiele lat służył jako brama do kraju dla tysięcy imigrantów. W 1959 przy okazji 50-tej rocznicy Tel Awiwu zmieniono wygląd herbu. Dodano baldachim w kształcie budynków mieszkalnych, co sugeruje ogromną rozbudowę miasta.

I jak Izrael

Pisząc o Tel Awiwie nie wypada nie wspomnieć o państwie w którym się znajduje. Kraj ten jest około 14 razy mniejszy od Polski, a główną religią jest tu judaizm. Mało kto wie, że pełna nazwa kraju to „Państwo Izrael” i mieszka tam kilka tysięcy Polaków. Walutą jest nowy szekel izraelski, który w przybliżeniu ma równowartość jednej złotówki, dzięki czemu łatwo jest przeliczyć, ile co kosztuje w sklepach. Ciekawostką jest również to, że po USA, Izrael ma największą na świecie flotę samolotów. Pewnie nie każdy też wie, że sam Einstein odrzucił propozycje objęcia stanowiska prezydenta w Izraelu, trudno jest nam jednak powiedzieć dlaczego. Sami mieszkańcy mamy wrażenie zróżnicowani podobnie jak kraj, jedni życzliwi i mili,  a inni wyrachowani i nieuprzejmi.

J jak jedzenie

Teraz słów kilka o tym co my lubimy w podróżach ogromnie, czyli kilka słów o jedzeniu. Na słodko i słono, na ostro i gorzko wszystko to oddzielnie, ale i w połączeniach daje nam wachlarz nowych doznań dla kubków smakowych. Zaczniemy od podpłomyków, które najlepsze są wyjęte prosto z pieca. Jest to nic innego jak ciasto chlebka w kształcie pity, który ma na wierzchu mnóstwo aromatycznego zataru, grube plastry ogromnych zielonych oliwek, grudki słonego białego sera, taki lokalny odpowiednik lubelskiego cebularza. Warto też spróbować szakszuki, która jest idealna na śniadanie. Czym jest szakszuka –  jajka w pomidorach, papryce i cebuli z bukietem aromatycznych ziół i zieloną pietruszką niekiedy podawane z bakłażanem i serem,  a całość podana na patelni. Sam wygląd szakszuki utwierdza w przekonaniu, że to wybór na śniadanie najlepszy z możliwych.  Warto też zjeść humus, o którym pisaliśmy powyżej, próbować soków z egzotycznych owoców i izraelskie pieczywo.

K jak Karmel

Prawdziwy charakter Tel Awiwu i jego smak możemy poznać na Bazarze Karmel. Dostaniemy tutaj smaczne warzywa i owoce, ale i różne mięsa czy pieczywa. Znajdziemy tu również pamiątki i różne produkty  prosto z Tel Awiwu. Targowisko te jest bez wątpienia największe w Tel Awiwie. Uważamy, że przylatując do Izraela obowiązkowym punktem wyjazdu jest odwiedzanie różnego rodzaju bazarów. Karmel Market – to targ tętniący lokalnym życiem. Kupimy tam w korzystnych cenach bardzo różne produkty. Warto próbować owoce i warzywa, gdyż ich smak różni się od tych, które znajdziemy w polskich marketach. Targowisk i pchlich targów jest sporo, więc każdy znajdzie coś dla siebie.

L  jak lotnisko

Lotnisko Ben Gurion znajduje się jedynie około 17 kilometrów od centrum Tel Awiwu. Najszybszym i najtańszym sposobem dostania się do centrum jest pociąg lub wynajęcie auta, my zdecydowaliśmy się na tą drugą opcję. Jeśli jednak zdecydujecie się na pociąg to koszt za bilet to około 16 szekli. Zdecydowanie odradzamy korzystanie z usług taksówek, a dlaczego? Tak dla przykładu – koszt przejazdu z lotniska do centrum to około 160 szekli. Przypomnijmy, że za tą krótką przyjemność przejechania około 17 kilometrowego odcinku, to przyznajcie dość wygórowana cena. Ale jeśli lubicie wydawać pieniądze na 20 minutowe fanaberie, to czemu nie.

M jak meczety

Meczet al-Bahr nazywany także Meczet El-Bahar, lub Meczet El-Mina to najstarszy meczet, zlokalizowany na Starym Mieście Akki, na północy Izraela. Jest to uroczy mały meczet na tle Morza Śródziemnego, nie jest jednak jedynym. Z innych obiektów sakralnych należy wymienić słynny Meczet Hassan Bek wybudowany w 1916 r. na nadbrzeżu oraz Meczet Mahamoudia pochodzący z 1812 r.

 N jak nazwa

Nazwa Tel Awiw w dosłownym tłumaczeniu oznacza „Wzgórze Wiosny”. Samo słowo Tel Awiw jest hebrajskim tytułem noweli wydanej w 1902 przez Teodora Herzla pt. Altneuland (pol. Stara Nowa Ziemia). Hebrajskie słowo aviv jest tłumaczone jako „wiosna”, i symbolizuje odnowienie. Natomiast słowo tell oznacza miejsce archeologiczne, w którym znajdują się pozostałości dawnych osad. Etymologicznie słowa Jaffa albo Yafo natomiast wywodzi się od hebrajskich słów yafah lub yofi oznaczających „piękny” lub „piękno”.

 

O jak obronność kraju

Czy w Tel Awiwie jest bezpiecznie? Wiele osób wzbrania się przed wylotem do Izraela mając na uwadze obecną sytuację polityczną.  W naszej ocenie miasto jest bardzo dobrze chronione zarówno przez żołnierzy jak i bardzo dużą liczbę tajnych agentów służb specjalnych. Wyglądający jak normalni ludzie wmieszani w tłum dbają o bezpieczeństwo i ochronę kraju oraz obywateli. Jest ich najwięcej w najbardziej zatłoczonych i turystycznych miejscach. Tutaj cały czas jesteśmy obserwowani, choć często nie zdajemy sobie nawet z tego sprawy. To z czym mogliśmy się spotkać to bramki wykrywające metal przy wejściu do wszystkich centrów handlowych, dworców autobusowych i kolejowych. Nasz bagażnik samochodu był np. sprawdzany przez ochronę jednego z większych marketów w centrum miasta. Podczas pobytu w Tel Awiwie ani razu nie czuliśmy się zagrożeni. Warto też podkreślić, że również zwykli obywatele są specjalnie przeszkoleni pod kątem militarnym. Pewnie mało kto wie, ale w Izraelu jest obowiązek służby wojskowej nie tylko dla mężczyzn, ale również kobiet. Wszyscy po ukończeniu 18 roku życia trafiają do wojska: chłopcy na trzy lata, a dziewczyny na dwa. Wyjątkiem są ortodoksyjni Żydzi oraz ich rodziny, którzy zwolnieni są ze służby wojskowej. W Izraelu przeznacza się bardzo dużo pieniędzy na armię oraz system obronny wszystko to ma swoje podłoże wynikające z aktualnej sytuacji politycznej. Na armię rocznie wydaje się około 15 miliardów dolarów. 

P jak przyroda

Władze miejskie prowadzą politykę przyjazną dla środowiska i realizują liczne projekty na rzecz tworzenia terenów zielonych, parków i ogrodów, pośrodku których wytyczono liczne trakty piesze. Ogółem w mieście znajduje się 250 ogrodów i zielonych placów zabaw, 22 bulwary, 128 zagajników i 6 parków.

 

 

P jak plaże

Tel Awiw ma w sumie około 14 kilometrów plaż. Tutejsze plaże są bardzo szerokie i zadbane o miękkim w dotyku piasku. Zażywając morskich kąpieli musimy być bardzo ostrożni ze względu na liczne meduzy. W Tel Awiwie znajdziemy również specjalne plaże: dla ortodoksyjnych Żydów – która oddzielona jest murem i na którą w zależności od dnia wchodzą jedynie mężczyźni lub kobiety, są również oddzielne plaże dla gejów, a nawet właścicieli psów czy naturystów. Najbardziej zaskakujące jednak były dla nas plaże wyznaczone wyłącznie dla wielbicieli siatkówki.

R jak religia

Tel Awiw jest miastem świeckim, jednak pomimo to, posiada około sto synagog, z których najważniejszą jest Wielka Synagoga. Tak duża liczba synagog wynika z przepisów religijnych judaizmu, wymagających bliskiego położenia bożnicy od miejsca zamieszkania. Z innych obiektów sakralnych należy wymienić wspomniany już Meczet Hassan Bek.

S jak Stara Jaffa

Będąc w Tel Awiwie koniecznie trzeba zwiedzić stare miasto w Jaffie. Z tego miejsca rozpoczął się rozwój miasta. Warto odwiedzić Jaffę z przewodnikiem ale i samo spacerowanie po wąskich odnowionych uliczkach wspinających się w górę i podziwianie pięknych widoków jest bardzo przyjemne. Chwilę wyciszenia znajdziemy w kościele pod wezwaniem Św. Piotra.

Dzisiejsza Jaffa to dzielnica teatrów, artystów i malarzy z licznymi galeriami sztuki. W porcie znajduje się także bardzo wiele klimatycznych restauracji oraz barów. Stare portowe hangary są świetnie zagospodarowanymi restauracjami, galeriami sztuki oraz klubami.

Ś jak  Święto szabat

Żydowskie święto szabat, rozpoczyna się dokładnie w piątek po zachodzie słońca i kończy się w sobotę po zachodzie słońca. Wówczas komunikacja miejska jest ograniczona do minimum, łatwiej podróżuje się wówczas autem, gdyż autostrady Izraela pustoszeją. Szabat to z hebrajskiego ‏שַׁבָּת‎ oznacza po prostu „odpoczynek”. Jest najważniejszym żydowskim świętem. W szabat wyznawcy judaizmu mają obowiązek zaprzestania wykonywania większych codziennych obowiązków, chodzenia do pracy, przemierzania dużych odległości, a nawet używania elektryczności.

T jak Targ

Pisaliśmy już o Karmelu, ale warto też wspomnieć o drugim bardzo popularnym oraz wartym odwiedzenia targu, a mianowicie o Jaffa Flea Market znajdującym się w starej dzielnicy Old Jaffa. Ten market – w odróżnieniu do całodziennego Carmel Market – budzi się do życia o wczesnym świcie i zasypia w godzinach popołudniowych, ale znajdziemy tam naprawdę unikatowe przedmioty.

U jak uuuu

Uuuu to takie nasze najlepsze z najlepszych w Tel Awiwie:
1. Najlepszy hummus jaki jedliśmy w życiu.
2. Tel Awiw posiada najstarszy port morski na świecie, który faktycznie jest warty zobaczenia, chociażby ze względu na jego wiekowść.
3. Warte obejrzenia jest też największe na świecie skupisko budynków modernistycznych o których wspominaliśmy pod literą B.

W jak wieżowce

Tel Awiw-Jafa jest z pierwszym miastem w Izraelu, w którym budowano wieżowce. W latach 60. XX wieku wyburzono część starej zabudowy miasta i wybudowano pierwsze drapacze chmur w kraju. Z czasem Tel Awiw rozwinął się jako wielka aglomeracja miejska z drapaczami chmur, nowoczesnymi biurowcami i centrami badawczo-naukowymi. W 1993 Tel Awiw został zaklasyfikowany jako metropolia globalna. Obecnie w Tel Awiwie znajduje się ponad 80 budynków o wysokości nie mniejszej niż 50 metrów i określa się to miasto jako Nowy Jork Bliskiego Wschodu,

Y jak yağmurluk czyli jarmułka

Yağmurluk to z języka tureckiego jarmułka, czyli nakrycie głowy noszone przez Żydów, okrywające włosy i szczyt głowy. Wedle żydowskich interpretacji pochodzi od aramejskiego zwrotu jira malka „szacunek wobec króla”. Noszenie jarmułki nie jest wymogiem Prawa (Tory), nie wywodzi się ani z Biblii, ani z Talmudu, lecz jest zwyczajem i prawdopodobnie należy szukać jego początków w kulturze Bliskiego Wschodu, gdzie przykryta głowa jest oznaką szacunku.

Z jak zabawa

Na koniec słów kilka o zabawie, czyli klubowej i artystycznej twarzy Tel Awiwu, czyli to, co jest właśnie wizytówką tego miasta. Niewiele osób wie bowiem, że Tel Awiw to nie tylko finansowa i dyplomatyczna stolica Izraela. Może i mieszczą się tutaj siedziby największych firm i ambasad, ale Białe Miasto jest przede wszystkim stolicą kulturalną. To miasto nie zasypia, a ludzie lubią dobrą zabawę. Po zachodzie słońca całe życie nocne przenosi się na jedną z głównych ulic Tel Awiwu – Allenby Street. Na ulicy tej znajduje się większa ilość klubów, barów oraz unikatowych knajpek. Podobnie i okolice Starej Jaffy należą do imprezowej strony miasta. Tel Awiw jest także ulubionym miejscem imprez gejów i lesbijek, ponieważ uważane jest za stolicę osób homoseksualnych. Na każdym kroku widoczne są kolorowe flagi oznaczające miejsca przyjazne środowiskom LGBT. Czy wynika to z wyrachowania i chęci przyciągnięcia klientów, czy chodzi o faktyczną życzliwość dla tych środowisk, tego pewnie nigdy nikt nie ustali.

Ż jak życzeń most w Parku na Wzniesieniu

Na sam koniec zabieramy Was do świata marzeń i życzeń. Zadając pytanie „co warto zobaczyć w Tel Awiwie?” – z pewnością trzeba również wspomnieć właśnie o Parku na Wzniesieniu z m.in. mostem życzeń. Z tego co ustaliliśmy, należy znaleźć swój znak zodiaku, położyć na nim rękę, spojrzeć na Tel Awiw i pomyśleć życzenie, czy się spełni, nie wiemy, ale warto próbować. Na samym wzgórzu znajduje się wyjątkowy punkt widokowy, do którego na pewno jeszcze kiedyś wrócimy. Tel Awiw okazał się bowiem jednym z tych miejsc do których warto wrócić.

Zobacz też

Co warto zobaczyć w Czarnobylu?

Co warto zobaczyć w Rzeszowie?

Co warto zobaczyć w Madrycie?

Co warto zobaczyć w Toledo?

Co warto zobaczyć w Granadzie?

linia

Bądź na bieżąco, polub już dziś nasz profil na FACEBOOK’u

kontakt#rafalpodrozuje #fotografia #izrael #telawiw #telawiwjafa #travel
#turystyka #telaviv #agencjafotograficznoszkoleniowa
#co warto zobaczyć w Tel Awiwie

Wszelkie prawa zastrzeżone © Agencja Fotograficzno Szkoleniowa

Wielkanocne życzenia

Kochani, z okazji Świąt Wielkanocnych życzymy Wam wiosennego, pozytywnego nastroju oraz serdecznych spotkań w gronie rodziny i przyjaciół. Życzliwości, radości i fotogeniczności. Wypocznijcie w te Święta. To życzenia w ogóle, a poniżej mamy też dla Was wersję życzeń w szczególe.

Na te święta od A do Z życzymy Wam :

A jak ambicji, by jej Wam nie brakowało;
B jak buziaków od kogo Wam się tylko zamarzy;
C jak czasu wolnego dla Was i bliskich;
D jak dystansu do otaczającej nas rzeczywistości;
E jak elegancko pomalowanych jajek;
F jak fantazji, by Was nie opuszczała;
G jak genialnych potraw na stole wielkanocnym;
H jak herbaty aromatycznej w gronie rodzinnym;
I jak idealnej pogody do spacerów i wypoczynku;
J jak jasności umysłu na każdy dzień;
K jak kolorowych snów;
L jak lepszego życia;
Ł jak ładniejszej pogody;
M jak mokrego dyngusa;
N jak nadziei na lepsze dni;
O jak oddechu od codzienności;
P jak przyjaciół, prawdziwych przyjaciół;
R jak radości, oby inni chcieli dzielić się z nią;
S jak szalonych pomysłów;
T jak tysięcy $ na koncie;
U jak uroku osobistego;
W jak wesołych Świąt Wielkanocnych;
Z jak zdrowia, dużo, dużo zdrowia;
Ż jak życzliwości od ludzi.

linia

Bądź na bieżąco, polub już dziś nasz profil na FACEBOOK’ukontakt#życzenia świąteczne #wielkanoc #lublin
#najlepszy fotograf lublin

Miejsce w którym zatrzymał się czas, czyli Czarnobyl od A do Z – Rafał Podróżuje

Dziś zabieramy Was na wirtualną wyprawę po Ukrainie, a dokładnie do Czarnobyla. Mimo, że minęło już ponad 30 lat od wybuchu tamtejszego reaktora energii jądrowej, którego skutki odmieniły Europę, to my dziś odpowiemy na kilka pytań w tym na to, czy wyjazd do Czarnobyla jest bezpieczny i warty zachodu, choć  w tym przypadku wypada napisać bardziej wschodu? Chcemy też pokazać Wam, jak dziś wygląda Czarnobyl,  po ponad 30-tu latach po wybuchu. Oczywiście wszystko to niezmiennie, naszym subiektywnym zdaniem i obiektywnym obiektywem. Życzymy miłej lektury i czekamy na Wasze opinie w komentarzach na FB na temat Czarnobyla i Ukrainy. Jeszcze raz zapraszamy do zobaczenia Czarnobyla tak od A do Z, po naszemu. Wspólnie ustalmy co należy zobaczyć, a co  pominąć zwiedzając Czarnobyl i jego okolice.

 

 A jak aprobata

Wyjazd do Czarnobyla już na samym starcie uważaliśmy za słuszny. Zwykle aprobatę na temat naszych wypraw wyrażamy na końcu w ogólnej ocenie wyprawy, a tym razem będzie nieco inaczej. Od samego początku uważaliśmy, że podróż ta jest godna uznania i dobra z wielu powodów, a dziś postanowiliśmy nasze założenia skonfrontować z rzeczywistością. W dalszej części przekonajcie się sami jakie są tego wyniki. Jedno możemy zdradzić już teraz – nie ulega wątpliwości, że wycieczka do Czarnobyla może być doskonałą, namacalną lekcją tragicznej historii i jest to jeden z wielu powodów dla których przynajmniej raz warto  się tam wybrać.

B jak bezpieczeństwo

Wyjazd na miejsce katastrofy wiąże się z pewnością z pytaniem o bezpieczeństwo. Temat to bardzo drażliwy i niejednoznaczny. Na forach internetowych można znaleźć mniej lub bardziej poważne wypowiedzi przestrzegające przed wizytą w strefie lub bagatelizujące wszelkiego rodzaju przestrogi. Jak jest tam naszym zdaniem – bezpiecznie czy jednak nie?

Zaczniemy dość przewrotnie, czyli od tego dlaczego może być niebezpiecznie?

Samo niebezpieczeństwo wiąże się z ogólnym stanem technicznym budynków w mieście takim jak Prypeć. Strefa jest od wielu lat plądrowana przez złomiarzy, którzy rozkradli nawet włazy przykrywające studzienki kanalizacyjne, dlatego warto patrzeć nie tylko na boki, ale i pod nogi. My do Prypeci wybraliśmy się zimą, gdzie poruszanie się po mieście utrudniały zaspy śnieżne. Dodatkowo trzeba też brać pod uwagę, że od ponad 30 lat tam nikt nie mieszka, a co za tym idzie, to w budynkach Prypeci spotkać można zwierzynę, która mogła zorganizować sobie w zadaszonych budynkach swoje legowiska. Dlatego spotkanie twarzą w twarz z dziką zwierzyną szczególnie w okresie lęgowym może nie należeć do przyjemnych. Uczulamy również, że niebezpiecznym jest wchodzenie na dachy budynków, które mogą w każdej chwili się zawalić, z resztą nie tylko stan dachów, ale i podłóg w wielu miejscach pozostawiał wiele do życzenia. Jednak czas robi swoje i dlatego trzeba być czujnym i zachować pewien rozsądek, kosztem unikatowych widoków do pięknych kadrów… (sami nie wierzymy, że to napisaliśmy).

Warto jest też postawić sobie pytanie – czy podczas krótkoterminowej wycieczki możemy sobie zaszkodzić, jeżeli pominiemy kwestie, że nie wpadniemy do studzienki kanalizacyjnej lub nie zjedzą nas niedźwiedzie, czy inna zwierzyna?

Najwięcej obaw i kontrowersji budzi wśród wielu internautów stopień samego napromieniowania. Zaczniemy może od tego, że faktem jest iż istnieje wiele miejsc na Ziemi, gdzie promieniowanie przewyższa wielokrotnie to z Czarnobyla. Wiele osób nawet nie zdaje sobie sprawy, że promieniowanie w samym Czarnobylu jest aktualnie mniejsze niż w Kijowie. Także mimo, że radiacji nie widać i nie czuć, to wiele osób nią straszy. Mamy jednak wrażenie że stojące przed Zoną tablice ostrzegające o silnym promieniowaniu mają większe działanie na świadomość i psychikę turysty, niż na faktyczne oddziaływanie na nasze zdrowie. Uważamy, że każdy kto wybierze się tam na jednodniową wyprawę nie od razu będzie świecił w nocy…, no my nie świeciliśmy, także piszemy to na podstawie autopsji. Trzeba jednak przyznać, że promieniowanie też jest tam zróżnicowane i niedaleko reaktora nr 4 czy tzw. „czerwonego lasu” stopień promieniowania jest większy niż w innych obszarach.

Skąd więc tyle obaw – czytając informacje ogólnodostępne w internecie – my nie wiemy, ale podejrzewamy, że wynika trochę z niewiedzy, choć mamy też na to inną teorię, że podtrzymywanie mitu Czarnobyla, może być też całkiem opłacalne dla organizatorów wycieczek.

Dla porównania jak mała jest dawka promieniowania, którą otrzymuje się w Czarnobylu, znaleźliśmy w Internecie ciekawe zestawienie z przykładami dotyczącymi poziomu promieniowania. Uważamy, że warto je tu przytoczyć:

  • 0,15 µSv / godzinę: normalny, codzienny, wynikający z natury, poziom promieniowania. Norma waha się od 0.08 do 1,0 µSv / godzinę
  • 0,14 µSv / godzinę: poziom promieniowania w Kijowie
  • 0,12 µSv / godzinę: poziom promieniowania w mieście Czarnobyl
  • 0,21 µSv / godzinę: poziom promieniowania w San Francisco
  • 8,0 µSv / godzinę: poziom (maksymalny) promieniowania w samolocie na wysokości przelotowej
  • 3,5 µSv / godzinę: punkt obserwacyjny bezpośrednio przy reaktorze atomowym numer 4 w Czarnobylu
  • 7000 µSv (7mSv) rentgen klatki piersiowej – całkiem mocna dawka, prawda?
  • 4 000 000 µSv (4Sv) Poziom jednorazowego napromieniowania, w którym możliwe jest jeszcze przeżycie przy odpowiedniej opiece medycznej
  • 8 000 000 µSv (8Sv) Dawka śmiertelna, człowiek umiera od razu
  • 25 000 000 µSv (25Sv) 5 minut po eksplozji reaktora w Czarnobylu w jego bezpośredniej bliskości. 

Wyjeżdżając do Czarnobyla przestrzega się tu w kwestii bezpieczeństwa przed dotykaniem rzeczy w Zonie. Spore dawki promieniowania skoncentrowane są podobno w niepozornych przedmiotach rozrzuconych po całym terenie. Wg nas nie ma się co martwic, większość oryginalnych przedmiotów i tak została już rozkradziona. Wiele rzeczy podrzucono tam „pod turystę”, by nie tracić „ducha tragedii”, co pachnie ściemą, tandetą i najbardziej nie spodobało się nam w ocenie całego wyjazdu. Każda wyprawa ma jakieś plusy, ale i minusy i tu zdecydowanie duży minus za czaszki zwierzyny leżące na śniegu, czy gazety z lat 90tych porozwalane po podłogach. Być może są turyści, których to pociąga – taka radioaktywna ściema i dziwny, sztuczny klimat, ale nie nas…,  także duży minus za to. Mitem jest również to, że dla bezpieczeństwa, należy pozbyć się odzieży, w której byliśmy w Czarnobylu lub założyć należy odzież ochronną. Z resztą więcej mitów poznacie później, a dokładnie pod literą M.

C jak Czarnobyl

Czarnobyl to niewielki ośrodek miejski, gdzie mieści się m.in. hostel „Dziesiątka”,  sklep spożywczy i parę budynków obsadzonych przez osoby ciągle pracujące na miejscu. Nie ma tu nic wielkiego do zobaczenia, może poza niewielką, plenerową wystawą robotów używanych do usuwania skutków czarnobylskiej tragedii oraz najprawdopodobniej jedynym stojącym jeszcze na Ukrainie pomnikiem Lenina. Ciekawostką jest, że nazwa samej miejscowości pochodzi od bylicy pospolitej, mającej ludową nazwę ukraińską czornobyl, która występowała w tej okolicy. Administracyjnie obecnie miasto to znajduje się w obwodzie kijowskim, w rejonie iwankowskim, u ujścia rzeki Usz do Prypeci. Znane jest na świecie ze względu na katastrofę atomową, która wydarzyła się co istotne w oddalonej o 18 kilometrów elektrowni jądrowej – nie będziemy ukrywać, że właśnie z tego względu postanowiliśmy się wybrać w ten zakątek świata. Dlatego pamiętajmy, że mówiąc o Czarnobylu używać będziemy przyjętego uproszczenia, którym posługuje się ogół społeczeństwa.

W Czarnobylu, a dokładniej na terenie samej elektrowni wciąż pracują naukowcy, którzy badają promieniowanie i stan zabezpieczonego reaktora, oraz sprawują kontrole nad innymi reaktorami. Otoczenie została objęte specjalną ochroną rządu, który stworzył 30 kilometrową zonę – strefę ochronną (ale o tym więcej później). Z miasteczka wysiedlono mieszkańców, a ciekawostką jest to, że pozostający w nim naukowcy, muszą przestrzegać ściśle wyznaczonych czasów przebywania w strefie. Obecnie w Czarnobylu (czasowo, w systemie zmianowym)  mieszka około 2,5 tysiąca osób – zarówno naukowców, pracowników różnych instytucji, wyspecjalizowanych przewodników, jak również ludzi pracujących w sektorze turystyczno-usługowym. Ukraińskie normy dotyczące czasu przebywania ludzi na terenie Strefy Wykluczenia wokół Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej „zony” ograniczają czas ich obecności od kilku do kilkunastu dni.

D jak duga

Duga nazwana jest  również Okiem Moskwy to nieużywana obecnie instalacja radzieckiego strategicznego radaru pozahoryzontalnego, który pracował w zakresie fal krótkich. Ogromna konstrukcja znajduje się nieopodal Czarnobyla i swym rozmiarem przyciągnęła uwagę naszych obiektywów. Znana wśród krótkofalowców i profesjonalnych użytkowników fal krótkich jest również jako Russian Woodpecker, czyli rosyjski dzięcioł. Instalacja służyła do wykrywania nadlatujących nad terytorium ZSRR pocisków balistycznych m.in. USA z głowicami nuklearnymi, jako jeden z ważnych elementów systemu wczesnego ostrzegania przed atakiem na ZSRR. Ostateczne zamknięcie obiektu nastąpiło w sierpniu 1988 roku. Planowana jest rozbiórka tego imponującego masztu, który na ten moment jest wyłącznie wielkim pomnikiem i atrakcją dla turystów przyjeżdżających do Zony.

  

 E jak elektrownia

Budowę elektrowni atomowej w Czarnobylu rozpoczęto w 1969 roku, a jej rozbudowa trwała praktycznie, aż do katastrofy w kwietniu 1986 roku. W tym czasie wybudowano cztery reaktory o mocy 1000 MW każdy. Tuż przed wypadkiem szacowano, że elektrownia dostarcza ok. 10% całkowitej energii elektrycznej dla Ukrainy i planowano jej dalszą rozbudowę.

Sama elektrownia leży w pobliżu miasta Prypeć na Ukrainie i co ciekawe nie w samym Czarnobylu, a około 18 km na północny zachód od niego. W pobliżu elektrowni jest również granica ukraińsko-białoruska. Dojazd do Kijowa to pokonanie trasy około 110 km.  W każdym razie musimy mieć świadomość, że jak już tam dotrzemy, to w skład elektrowni wchodzi nie jeden, a cztery reaktory, każdy o maksymalnej mocy 1 GW. Reaktor nr 1 uruchomiony został w roku 1977, po czym oddano do użytku reaktor nr 2 (1978), nr 3 (1981) i nr 4 (1983). W momencie wypadku trwała budowa kolejnych dwóch reaktorów nr 5 i nr 6, także o mocy 1 GW każdy.

F jak fakty

Ustalaliśmy już przed naszą wyprawą, jakie były główne przyczyny katastrofy, a zrobiliśmy to po to, by skonfrontować wiedzę z informacjami podawanymi przez przewodników na miejscu, wszystko po to aby ustalić fakty dotyczące przyczyn katastrofy. Co się potwierdziło, to to, że zarówno błędy konstrukcyjne reaktora w połączeniu z błędami proceduralnymi nie mogły dobrze się skończyć. Po katastrofie, z powodów politycznych, ZSRR eksponował głównie winę operatorów reaktora, gdyż ten był prostszy do wytłumaczenia na forach międzynarodowych.

G jak Geiger

Na czas wyprawy do Czarnobyla warto mieć ze sobą tak zwany licznik Geigera, a dokładnie Geigera-Mullera, bo pod taką pełną nazwą on występuje. Dzięki niemu zmierzymy fale promieniowania. Podczas pobytu używać można licznika dostarczonego przez firmy turystyczne organizujące wyprawy do zony.

Poziom napromieniowania odczytywaliśmy za pomocą jednostek miary zwanych Siwertami. Jest to jednostka duża, gdyż już dawka 1 Siwerta może spowodować u człowieka chorobę popromienną, dlatego też dzieli się ją na mniejsze jednostki, które wyświetlane są na liczniku Geigera.

  • 1 Siwert = 1 000 000 mikrosiwertów (µSv)
  • 1 milisiwert (mSv) = 1000 mikrosiwertów (µSv)

Dane wyświetlane na urządzeniu, którym posługiwaliśmy się na terenie czarnobylskiej zony, przedstawiają wartości właśnie w mikrosiwertach (µSv) na godzinę, czyli w najprostszym tłumaczeniu wskazują ilość napromieniowania, które otrzymuje nasze ciało, gdyby godzinę stało w miejscu, w którym dokonujemy odczytu.

H jak hotel

Pierwszym obiektem, który odwiedzają turyści po dotarciu do Prypeci jest hotel Polesie. Został zbudowany w połowie lat 70-tych, by przyjmować delegacje oraz gości odwiedzających elektrownię jądrową w Czarnobylu. Gdy Prypeć została ewakuowana, zakwaterowano tam specjalistów i wojskowych, wysłanych do przeprowadzenia akcji ratunkowej. Co ciekawe, nigdy nie nocowali tam żadni turyści, gdyż do miasta dostęp miały tylko osoby posiadające odpowiednie zezwolenia, by nie dopuścić nieodpowiednich osób do elektrowni w Czarnobylu. Na parterze mieściła się sala konferencyjna oraz restauracja. Na ostatnim piętrze znajduje się taras widokowy, z którego widać najważniejsze obiekty w mieście oraz elektrownię.

 

I jak iglasty las

Red forest to tzw. czerwony Las, zwany również Magicznym Lasem. Nazwa „Czerwony Las” pochodzi od czerwonego koloru sosen, które obumarły z powodu wchłonięcia wysokiej dawki promieniowania, wywołanej katastrofą. Oficjalnie, w wyniku przeprowadzenia akcji oczyszczania skażonej strefy Czerwony Las został zrównany z ziemią przy pomocy buldożerów, a napromieniowane drzewa zakopano w tzw. cmentarzysku odpadów promieniotwórczych. Okolice Czerwonego lasu stanowią jeden z najbardziej skażonych obszarów na świecie.

J jak jedzenie

Czarnobylu funkcjonuje obecnie stołówka, dodatkowo działa też hotel i straż pożarna. Jest też cerkiew oraz sklep spożywczy. Jedzenie w stołówce przygotowywane jest na miejscu z produktów kupowanych w Kijowie. Jednak nie należało do godnego polecenia.

K jak katastrofa

O czarnobylskiej katastrofie wie zapewne każdy, ponieważ z uwagi na niosące zagrożenie została ona bardzo mocno nagłośniona przez media. Elektrownia została zbudowana w 1977 roku, a kilkanaście lat później, dokładnie 26 kwietnie 1986 roku w wyniku przegrzania reaktora doszło do wybuchu wodoru i skażenia okolicy chmurą radioaktywną. Wypadek był błędem ludzkim, wynikłym z nieprawidłowo przeprowadzonego testu. Została rozerwana obudowa reaktora i budynek, w którym się mieścił. Doszło do bezpośredniej emisji do atmosfery i otoczenia elektrowni radioaktywnego pyłu grafitu, oraz uranu z wnętrza reaktora. W wyniku katastrofy w wybuchu zginęło jak podają różne źródła 30/31 osób, a kolejnych 200 zmarło w wyniku napromieniowania. Trzeba też zaznaczyć, że do katastrofy mogłoby nie dojść, gdyby próby testów samej elektrowni były podjęte wcześniej (przed jej uruchomieniem).

Analizując dokładniej całe zdarzenie, trzeba przyznać, że jak na ironię, katastrofa elektrowni w Czarnobylu zdarzyła się w trakcie testu, który miał służyć poprawie bezpieczeństwa. Test miał za zadanie sprawdzenie funkcjonowania systemu, który był odpowiedzialny za chłodzenie reaktora w sytuacji awaryjnej. Próbę uważano za całkowicie bezpieczną. Zakładano stopniowe obniżenie mocy reaktora, do ok. 1/3 w stosunku do normalnej. Po odcięciu dopływu wody do turbin, naukowcy mieli obserwować, czy taka ilość energii wystarcza do podtrzymania zasilania, nim rozpędzą się silniki spalinowe, odpowiedzialne za utrzymanie działania reaktorów w sytuacji awaryjnej. Sam test miał trwać minutę i pewnie, gdyby wiedziano jak dużym ryzykiem jest obarczony – realizowany byłby z większą rozwagą.

W nocy z 25 na 26 kwietnia pracownicy rozpoczęli obniżanie mocy reaktora. Jednak moc spadła bardziej niż planowano, czego wynikiem było tzw. zatrucie ksenonowe. Operatorzy zdecydowali się z powrotem podwyższyć moc reaktora, co było błędem i chyba główną przyczyną katastrofy. Załoga całkowicie straciła kontrolę nad reaktorem. O godz. 01:22 doszło do kolejnego spadku mocy. Co gorsze, mimo to eksperyment kontynuowano. Test rozpoczął się o godzinie 1:23. Po odłączeniu dopływu pary do pomp moc reaktora zaczęła gwałtownie rosnąć. W ciągu paru sekund kilkadziesiąt razy przekroczyła maksymalną moc reaktora. Błyskawicznie doszło do reakcji chemicznych, po których nastąpiła eksplozja wodoru. Wybuch rozsadził rdzeń reaktora i zerwał przykrywającą go, ważącą 2 tys. ton, stalową płytę. Do atmosfery przedostały się duże ilości substancji radioaktywnych. Skażeniu uległ nie tylko teren elektrowni i jej najbliższe otoczenie, ale znaczny obszar Europy.

Obecnie Czarnobyl to miejsce znane głównie z awarii reaktora jądrowego. W tamtejszej elektrowni  wydarzyła się największa katastrofa w dziejach energetyki jądrowej. Zdaniem raportu Forum Czarnobyla (w skład którego wchodziło WHO i ONZ), bezpośrednio w wyniku katastrofy zmarło 31 osób, ponad 200 zachorowało na chorobę popromienną a z otaczających elektrownię terenów w promieniu 30 km ewakuowano ponad 350 tys. ludzi, tworząc zamkniętą strefę ochronną. Reaktor typu RBMK-1000, który uległ awarii, pokryto betonowo-stalową osłoną, tak zwanym sarkofagiem (o tym więcej napiszemy potem). Co istotne pozostałe trzy reaktory pracowały dalej i nie podjęto decyzji o ich wyłączeniu. Ostatni z nich (numer 3) – sąsiadujący z tym uległym awarii w 1986 – pracował aż do 2000 roku. 250 metrów od uszkodzonego reaktora wykonano nową osłonę, zwaną arką, którą w listopadzie 2016 roku nasunięto na dotychczasowy sarkofag. Ma ona wymiary około 150 × 250 m, wysokość ponad 100 m i masę 29 tysięcy ton. Jest wyposażona w zdalnie sterowane urządzenia do demontażu pozostałości po reaktorze. Jej przewidywana trwałość wynosi co najmniej 100 lat.

L  jak Leliv

Gdy przekroczyliśmy granicę strefy obowiązkowym było pominięciem checkpoint określany jako Leliv. Wjazd do 10 km strefy odbywa się obowiązkowo przez ten punkt kontrolny, gdzie dokonywana jest kontrola dozymetryczna.

M jak mity na temat Czarnobyla

W ciągu ponad 30 lat od katastrofy powstało wiele mitów na temat Czarnobyla, które do tej pory są powielane. Wiele osób  pytało nas przed wylotem, czy nie boimy się niebezpiecznego promieniowania w strefie, ale i padały różne inne dziwne pytania, na które dziś odpowiadamy.

Elektrownia ma produkować prąd, ale czy na pewno i wyłącznie? Czarnobylska elektrownia faktycznie produkowała energię, ale nie to było jej główną funkcją. Jej podstawowym zadaniem była produkcja uranu. Jeden z wariantów (izotopów) tego pierwiastka potrzebny do produkcji broni jądrowej można uzyskać także w inny sposób, ale to właśnie w elektrowniach najłatwiej produkować go na wielką skalę. Powstała w tym procesie energia jest w pewnym sensie jedynie efektem ubocznym. Część tej wytwarzanej w Czarnobylu była kierowana do zasilania okolicy, ale inny udział szedł na potrzeby wojska, na przykład do ogromnej anteny przeciwrakietowej, nazywanej Okiem Moskwy, o której pisaliśmy wcześniej.

Czy po wybuchu elektrownia została zamknięta?
Nic bardziej mylnego – Czarnobylska Elektrownia Jądrowa zakończyła swoją działalność dopiero pod koniec 2000 roku, kiedy to wyłączono ostatni działający reaktor. Do czasu katastrofy w 1986 roku zdążyły powstać 4 bloki, a w planach były jeszcze dwie.  Co ciekawe, to gdyby nie wybuch, w Czarnobylu prawdopodobnie powstałaby największa tego typu elektrownia na świecie. Blok 5-ty w tym czasie był już ukończony w około 80%  i pewnie niebawem oddany byłby do użytku.

Czy faktycznie po wybuchu do Prypeci i Zony nikt już nie wracał?
Nie prawdą jest to, że po katastrofie od razu zapakowano w autobusy ludzi z podstawowymi rzeczami osobistymi i nigdy już do Prypeci ani do Zony nie wrócili. Owszem wrócili. Na przełomie 1986 i 1987 r. zorganizowano trzy akcje, w których mieszkańcy wracali do swoich mieszkań po resztę rzeczy. Większość mebli zostawiono, nie było ich jak przetransportować, część była też skażona. Mieszkańcy zabierali ze sobą głównie cenne rzeczy i te o wartości sentymentalnej. Po usunięciu skutków katastrofy część mieszkańców wsi wróciła na stałe do swoich domostw jako tzw. samosioły. Wielu z nich żyje do dziś, wielu w dobrym zdrowiu. Teoretycznie nie wolno jest im uprawiać ziemi, a żywność jest im dostarczana z zewnątrz.

Czy w skutek katastrofy zginęły miliony osób?
Mitem jest również to, że  z powodu wybuchu reaktora zginęła ogromna liczba ludzi.  Jak wynika z oficjalnej listy ofiar katastrofy było to wyłącznie około 30 osób, choć oczywiście można tu mieć pewien margines błędu. Całkowita liczba ofiar pewnie nigdy nie będzie znana. Jak twierdzi prof. Jerzy Eisler, że na pytanie ile ludzi zginęło w skutek tej katastrofy nikt nie będzie potrafił odpowiedzieć.

Czy strefa czarnobylska znajduje się tylko na Ukrainie?
Nic bardziej mylnego, musimy mieć świadomość, że to także ogromna strefa zamknięta, która znajduje się również na terytorium Białorusi. Jej powierzchnia wynosi ponad 2 tysiące kilometrów kwadratowych i wedle różnych źródeł wysiedlono stamtąd od 200 do 300 tysięcy ludzi zamieszkujących kilkadziesiąt miejscowości i wiosek.

 

N jak napromieniowanie

Musimy zdawać sobie sprawę, że wszyscy jesteśmy ciągle napromieniowani. Warto wiedzieć, że promieniowanie jest częścią naszego życia i wszystko, co nas otacza wytwarza je w różnych wartościach. Głównymi źródłami promieniowania jest ziemia i zawarte w niej pierwiastki oraz kosmos i energia pochodząca od reakcji jądrowych na słońcu. Dlatego też poziom promieniowania zwiększa się w zależności od wysokości, na której przebywamy, czy to w górach czy w samolocie. W gruncie rzeczy mamy do czynienia z dwoma rodzajami promieniowania: jonizującym i niejonizującym, zaś warto wiedzieć, że niebezpieczne dla człowieka jest promieniowanie jonizujące.

O jak Orane

Orane to jedna z wiosek, w której często na noclegi zatrzymują się kilkudniowe wycieczki w ramach organizowanych tzw.  Czarnobyl Tour. Znajduje się ona na trasie między Kijowem, a Czarnobylem.

P jak Prypeć

Ostatnim z głównych punktów programu jest pobyt w „mieście-widmie” Prypeć. Miasto zostało wybudowane na początku lat 70. XX wieku, dla przyszłych pracowników pobliskiej elektrowni jądrowej (oddalonej zaledwie o 3 km). Tak jak tętniło życiem przez lata, tak w ciągu kilkudziesięciu godzin prawie 50 tysięcy mieszkańców raz na zawsze musiało opuścić swoje domy.

Dziś puste i rozkradzione blokowiska straszą przyjezdnych. Słychać złowieszczą, martwą ciszę. To chyba najbardziej przerażające doświadczenie dla każdego, kto tam przyjeżdża. Z balkonów doskonale widać miejsce, które raz na zawsze zmieniło życie okolicznych mieszkańców, ale zmieniło też myślenie ludzi na całym świecie.

Dla jednych – pozostawione w miejscowym przedszkolu lalki i samochodziki oraz puste szkolne ławki – to atrakcja turystyczna, dla drugich miejsce przeklęte, do którego nie warto wracać, dla nas to dobra lekcja historii, ale i marketingu. W jednym z budynków można znaleźć portrety działaczy partyjnych, przygotowane na pochód pierwszomajowy, który nie doszedł do skutku. Jednym z najbardziej charakterystycznych obiektów Prypeci jest też potężny diabelski młyn w wesołym miasteczku, w którym czas się ewidentnie zatrzymał.

 

 

   

 

Nagromadzenie dzikiej zwierzyny jest tu bardzo duże. Zaczęło się od gryzoni, które przybyły w poszukiwaniu resztek jedzenia pozostawionych przez wysiedloną ludność. Dziś w zamkniętej strefie i okolicy żyją żubry, łosie, rysie, jelenie, wilki, lisy, czarne bociany, a nawet niedźwiedzie brunatne. My nie spotkaliśmy się twarzą w twarz z żadnym ze zwierząt, ale i mimo to uważamy, że to miasto, opuszczone od ponad 30 lat, jest niesamowite i warto spędzić w nim więcej czasu niż przewidział na to organizator wycieczki, nawet kosztem innych atrakcji.

Spore wrażenie zrobił na nas landmark – sklep, w którym widać upływający czas. Naturalnie emocje również wywiera symbol jakim niewątpliwie jest wesołe miasteczko, które faktycznie nie przepracowało ani jednego dnia i dziś nie jest już wesołe.

W mieście jest bardzo wiele interesujących miejsc, do których jeśli chce się dotrzeć potrzeba czasu. Warto zobaczyć salę gimnastyczną, ale i szereg innych pomieszczeń w których tkwi magia naturalności, której brakowało na początku naszej wycieczki.

 

W naszej ocenie warto tu przyjechać na dłużej, bo przekonani jesteśmy, że całkowite pochłonięcie miasta przez las to perspektywa kilkudziesięciu lat, chyba, że firmy turystyczne na to nie pozwolą. Na dzień dzisiejszy budynki zarastają i z roku na rok popadają w coraz większą ruinę, dlatego za kilka lat ich odwiedzenie może być niemożliwe. 

R jak reaktor

Reaktor strachu, zwany też postrachem Europy z 1986 roku, czyli feralnym reaktor nr 4  jest obecnie pokryty nowym sarkofagiem i nie łudźcie się, że zobaczycie coś poza wielką, stalową konstrukcją. Niestety nie, co więcej uczulani jesteśmy, że nie wszystko i nie wszędzie wolno tu fotografować, tłumacząc to faktem, że jest to obiekt o znaczeniu strategicznym.

Do budynku nie można wchodzić, więc obejrzycie go sobie z zewnątrz, zapewne podczas postoju pod Pomnikiem Likwidatorów, czyli osób odpowiedzialnych za usuwanie skutków tragedii. Jakkolwiek miejsce może nie wydaje się być niesamowite, tak bliskość konstrukcji, której eksplozja zaważyła na życiu ludzi na całym świecie, może budzić refleksje i poczucie przebywania w miejscu, o którym głośno mówiono na całym świecie.

S jak skutki katastrofy i sarkofag

Po katastrofie w Czarnobylu zniszczony reaktor niezwłocznie zalano betonowym sarkofagiem, a pozostałe sukcesywnie wyłączano – ostatni w 2000 roku. Na obszarze 2,5 tysiąca kilometrów kwadratowych wyznaczono zamkniętą strefę buforową. W promieniu dziesięciu kilometrów od elektrowni utworzono strefę „szczególnego zagrożenia”. Sarkofag obecnie przykrywa gruz po pozostałościach z elektrowni. 

T jak turystyczny biznes

Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie zwrócili uwagi na to, jak sprytnie na tragedii, która wydarzyła się ponad 30 lat temu, dziś zrobiono biznes, który w naszej ocenie nie należy do najtańszych. Wystarczy w przeglądarce internetowej wpisać hasło: „wycieczki do Czarnobyla” i w momencie wypozycjonuje nam się dość pokaźna liczba firm, które za odpowiednim wynagrodzeniem  zaoferują nam różne opcje zwiedzenia zony. Czy warto w ten biznes zainwestować? W naszej ocenie tak. Warto jest się tu wybrać i zobaczyć na własne oczy, ale czy warto tu ponownie wrócić, tu już odpowiedź nie będzie taka jednoznaczna.

U jak Uran

Elektrownia w Czarnobylu jak wspominaliśmy produkowała energię, ale nie to było jej główną funkcją. Jej podstawowym zadaniem była produkcja uranu. Jeden z wariantów (izotopów) tego pierwiastka potrzebny do produkcji broni jądrowej można uzyskać także w inny sposób, ale to właśnie w elektrowniach najłatwiej produkować go na wielką skalę.

W jak Wioski

Czarnobyl i Prypeć to dwa główne miasta Zony, ale nie są to jedyne tereny w strefie. Dawniej w okolicy życiem tętniły również okoliczne wioski, jak np. Zalesie czy Orane.

Wioski to preludium do tego, co zobaczycie w Prypeci. No ale właśnie – skoro będziecie w Prypeci, które już w dużym stopniu przejęte jest przez naturę, to nie warto tracić czasu na wioski, szczególnie, że brakuje im tej autentyczności, którą ma w sobie Prypeć.

 

Z jak Zona i Zalissya

Zalissia to wieś na Ukrainie, to od tego miejsca zaczęliśmy naszą przygodę z tzw. Zoną i Czarnobylem. Jednak to tu najbardziej wyczuwalna była tania ściema, o której pisaliśmy na samym początku. Porozkładane laleczki, gazety i inne gadżety „pod turystę”, które zamiast nadawać charakter miejsca spowodowały, że sceptycznie podeszliśmy do dalszej części podróży, na szczęście miasto Prypeć na sam koniec i inne miejsca o których pisaliśmy, z nawiązką nadrobiły początkowy niesmak.

 

Warto pamiętać, że odwiedzenie Zony wymaga uzyskania pozwoleń i opieki przewodnika. Procedura jest na tyle długa, skomplikowana i kosztowna, że organizowanie indywidualnych odwiedzin należy uznać za nieopłacalne. To jeden z tych przypadków, kiedy podjęliśmy decyzję, że do miejsca docelowego należy udać się korzystając z pomocy organizatora takich wyjazdów. Nie mniej jednak zwiedzanie na własną rękę miałoby również swoje nieocenione plusy. Wróćmy jednak do samej Zony – w Czarnobylu wokół elektrowni utworzono kilkanaście całkowicie lub częściowo zamkniętych stref, stąd poruszanie się bez niezbędnych pozwoleń jest niemożliwe.

 
Zobacz też

Co warto zobaczyć w Rzeszowie?

Co warto zobaczyć w Madrycie?

Co warto zobaczyć w Toledo?

Co warto zobaczyć w Granadzie?

linia

Bądź na bieżąco, polub już dziś nasz profil na FACEBOOK’u

kontakt#rafalpodrozuje #fotografia #ukraina #kijów #czarnobyl #prypec
#atom #pripyat  #chernobyl #czarnobyl #ukraine  #travel
#turystyka #agencjafotograficznoszkoleniowa
#co warto zobaczyć w Czarnobylu

Wszelkie prawa zastrzeżone © Agencja Fotograficzno Szkoleniowa